Po co nam Walentynki

Walentynki to program, który mamy w swoich głowach i który kolektywnie realizujemy jako dzień zakochanych. Dzień, w którym ma się poczuć magię miłości w powietrzu, dzień w którym nikt nie może być sam. A nawet jeżeli jesteś sam to najlepiej żebyś spotkał się ze swoimi przyjaciółmi singlami. Ma być cudownie, ma być kolacja, świece, prezent, wyznanie miłości, a na koniec błogi sex i orgazm tysiąclecia. Nie wiem jak wy to odczuwacie, ale jak dla mnie to jest to dużo oczekiwań jak na jeden mały dzień. A jak coś pójdzie niezgodnie z twoim planem? Zamiast wykwintnej kolacji będzie tylko kanapka, zamiast prezentów i wyznawania miłości tylko spacer.  Chciałaś inaczej...znowu się nie domyślił...i ta rosnąca w ciele  nerwowość...


No i tak sobie patrzę z boku jako obserwator na ten cudaczny dzień...

I zastanawiam się czy on rzeczywiście jest dobrym dniem...Bo odbieram to trochę inaczej. Widzę ludzi samotnych, którzy czują w tym dniu nabrzmiałą pustkę, widzę pary, które zamiast rozmawiać mają mnóstwo oczekiwań względem siebie. Zamiast miłości jest niska wibracja. Jest zabijanie w nas tego co najwaniejsze...


Jestem osobą, która nigdy nie miałą możliwości świętować walentynek... Zawsze miałąm w głowie wspaniałą wizję, która w rzeczywistości okazywała się jednym wielkim niczym. Zawód i cierpienie...to pamiętam. I tak sobie pomyślałam, że napiszę ten artykuł właśnie dla takich osób, które jak ja czekają aż ten dzień będzie idealny i wyjątkowy.


Dziś już nie odbieram tego dnia w taki sposób. Może to zabrzmieć bardzo trywialnie, jednak dopóki sami siebie nie pokochamy nie będziemy w stanie realizować tej miłości dalej. Prawo energii mówi o tym, że podobne łączy się z podobnym, a zatem jeżeli nie masz w sobie miłości, to kogo do siebie przyciągniesz? Pustka ciągnie do pustki. Złość i oczekiwania łączą się z tym samym. Jak można dawać komuś miłość z pustego naczynia? Dlatego tak bardzo ważne jest to, żeby skupić się  najpierw na sobie. Jeżeli Twoje życie Ci się nie podoba to je zmień. Tylko ty masz na nie największy wpływ, chociaż często nieuświadomiony.


  • "Czy masz miłość do swojego ciała?"  Takie pytanie kiedyś zadałam dziecku w przedszkolu. Odpowiedziało, że nie. A mnie aż zmroziło. "Jak to? "
  • "Powiedz mi czy czujesz wdzięczność za to że masz nogi i cieszysz się z tego, że codziennie możesz chodzić i skakać dzięki nim?"- mówię do 4 letniej dziewczynki.
  • "Tak" - odpowiedziała 
  • "A czy czujesz wdzięczność za to, że masz ręce, dłonie i palce, które na codzień tyle dla ciebie robią, od pomocy przy jedzeniu posiłków do możliwości zabawy i układania choćby klocków?" pytam.
  • "no tak" odpowidda wesoło, niczego nie przeczuwając.
  • "Czy cieszysz się, że masz swój brzuszek, który możesz karmić, na którym możesz leżeć i wspólnie z mamą czytać bajki?" wciąż dopytuje by na pewno mogła zrozumieć moje przesłanie.
  • "tak" odpowiada dziewczynka.
  • "To widzisz ta wdzięczność do swojego ciała, ta radość z jego posiadania, z każdej cząstki to jest właśnie miłość. Zapytam Cię jeszcze raz czy czujesz miłość do swojego ciała?
  • "Tak czuję"
  • "W takim razie zatańczymy tę miłość do siebie samych". I w tym momencie widzę jak bierze delikatnie swoją rękę i zaczyna kołysać ją,  jak mama swoje niemowlę. Powiem Wam cudny widok.


I teraz zwracam się do ciebie czytelniku. Wyobraż sobie sytuację kiedy nad pracownikiem stoi szef i mówi "to  jest żle zrobione", "tak się tego nie robi", "jesteś marnym pracownikiem". Nawet nie zapytam, bo odpowiedż jest oczywista. Nikt nie chciałby w takiej pracy pracować. A widzisz... i tu cie mam... bo wyobraź sobie, że ty jesteś szefem, a twoje ciało właśnie tym pracownikiem. W jaki spsób ma ono tobie służyć jeżeli cały czas słyszy: "jestem za gruba" , "mam rozstępy", "tu wszędzie super, ale te wałeczki po bokach to jakiś dramat". Człowieku obudź się ! Sam sobie to robisz! Sam bijesz niczym bat swoje własne ciało. Za co? Za to, że je masz? Za to, że ci służy? Że jest z Tobą zawsze na dobre i na złe? Jak długo można znosić  takie katusze. Otrząśnij się. Twoje ciało jest twoje i żaden celebryta, reklama czy znajomy nie ma prawa mówić Ci jak masz wyglądać i jak masz się czuć we własnym ciele. Typy urody i mody zmieniają się jak w kalejdoskopie. Jak można tak gonić cały czas. I próbować się wiecznie do kogoś dostosowywać. Nie ma opcji żebyś się dostosował do wszytskich ludzi. Zawsze będzie ktoś kto Ci powie, że coś jest nie tak. Dopóki sam siebie nie zakceptujesz i każdej swojej fałdki, krostki i siwego włoska nigdy nie będziesz mógł odczuwac siebie w pełni.


I znowu wracam do tego magicznego dnia zakochanych. Kiedy kochamy sebie i dzielimy się tą miłoscią z innymi ludżmi. nie potrzebujemy specjalnego dnia, bo każdy taki będzie. Każdy będzie wyjątkowy.  Nie muszę mieć specjalnego dnia by pokazać innym, że mi na nich zależy i że ich kocham. Robię to codziennie.


I Wam tego życzę na 14 lutego by był to dla Was pierwszy dzień, który rozpocznie drogę miłości do innych.


P.S.

Oczywiście, że miłość do siebie nie wiąże się tylko z miłością do swojego ciała fizycznego, jednak pozostawię ten temat na kolejny artykuł. Niech ta miłość do ciała będzie pierwszym krokiem do siebie.


Anna Tarka

jeżeli potrzebujesz komunikacji z serca zapraszam do kontaktu oraz do zapoznania się z tym co robię w zakładce ludzie